Cześć 😊

Emocje po Rajdzie Śląska powoli opadają. 6 runda Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski przyniosła nam wiele wrażeń. Jak już się jednak przyzwyczaiłem, każdy rajd, w którym startujemy, pisze swoją historię i zawsze występują sytuacje, w których trzeba improwizować, podejmować właściwe decyzje w ułamkach sekund i mieć trochę szczęścia.

Pomimo sprinterskiego charakteru imprezy (108 km oesowych) i odcinków, na których w większości ścigaliśmy się już w przeszłości, na Rajdzie Śląska działo się dużo 😊 Dodatkowo ten rajd ma dla mnie walor sentymentalny. W kwietniu 2016 roku, kiedy debiutowałem w rajdach okręgowych, pierwszym odcinkiem w życiu, w którym wystartowałem, był OS Mikołów. Rok później, we wrześniu 2017, to właśnie na tym OS Mikołów wygraliśmy z Szymonem nasz pierwszy odcinek specjalny w klasyfikacji generalnej rajdu. To był duży sukces, ponieważ startowaliśmy wtedy autem N grupowym wśród wielu R5.

W tym roku rywalizację również rozpoczęliśmy od OS Mikołów. Wygraliśmy ten mierzący 1,9 km odcinek z przewagą 3,5 sekundy nad Maćkiem Lubiakiem i Michałem Trelą. Taka przewaga była dla nas zaskoczeniem, ale cieszyliśmy się z Szymonem, że nasze przygotowania do miejskich odcinków również przynoszą efekty.

Skupienie jednak nie spadało, ponieważ od razu wybraliśmy się na OS2 Kryterium 100-lecia Powstań Śląskich. Odcinek miał charakter bardzo KJS-owy. Wielokrotnie zawracaliśmy na ręcznym, kręciliśmy się dookoła beczek i wykonywaliśmy techniczne elementy. Ten 1,5-kilometrowy odcinek zakończyliśmy 2,1 sekundy przed Kacprem Wróblewskim i Jackiem Spentanym, co również było dla nas dobrym wynikiem, choć myślę, że w tej próbie mieliśmy pewne pole do optymalizacji. Te dwa odcinki dały nam po pierwszym dniu przewagę na poziomie 6,8 sekundy. To była naprawdę solidna zaliczka przed właściwym dniem rywalizacji, biorąc pod uwagę, że przejechaliśmy dopiero 3,5 kilometra rajdu.

W tym miejscu chciałbym podzielić się z Wami ciekawostką. Z perspektywy kibica ostatni piątkowy odcinek przejechaliśmy około 21:30, a następnego dnia rano startowaliśmy o 8:25, więc „na oko” mieliśmy sporo czasu.  Rzeczywistość wygląda jednak tak, że po przejechaniu wieczornego odcinka wjeżdżamy przez punkty kontroli czasu do serwisu, a następnie odstawiamy rajdówkę do parku zamkniętego, co oznacza, że serwis opuszczamy około 23. W hotelu pojawiamy się chwilę później i około północy można próbować położyć się spać, co wcale nie jest proste, gdy jeszcze 2 godziny temu jeździliśmy rajdówką. Pobudkę ustawiamy na 5:30 rano, ponieważ już około 6:30 wchodzimy do parku zamkniętego, żeby następnie wjechać na poranny serwis i wyruszyć na pierwszy odcinek, do którego mamy około godziny jazdy. W ten sposób zostaje nam około 5 godzin na sen. W przypadku Rajdu Śląska to tylko jedna taka noc, natomiast czasami w rajdach zawodnicy 3 dni z rzędu mają właśnie takie maratony.  

Wszyscy zawodnicy oczekiwali, jakie warunki pogodowe zastaną nas w sobotę. Przez cały tydzień prognozy wskazywały na załamanie pogody w kluczowym dniu rajdu, natomiast z każdą godziną przed startem okazywało się, że opady się przesuwają. W nocy jednak spadł deszcz. Musieliśmy około 7 rano podjąć decyzję, na jakich oponach wyjeżdżamy na odcinki, które odbędą się pomiędzy 8:25 a 11:40 w różnych miejscach. Nasze poranne decyzje nie były do końca trafione. Okazało się, że cała poranna pętla była po prostu sucha. Mieliśmy jednak dobry setup i dość szybko udało nam się opanować jazdę na trochę za miękkich oponach z tyłu i właściwie dobranych oponach z przodu. Pętlę zakończyliśmy na 1 miejscu w klasyfikacji generalnej, jednak z przewagi 6,8 sekundy pozostały nam tylko 3 sekundy.

Decyzja, na jakich oponach powinniśmy pojechać w drugiej pętli, była jeszcze trudniejsza. Niebo nad Chorzowem około 14 było przejrzyste, słoneczne i nie zapowiadało opadów, natomiast prognozy wskazywały na ich możliwość. My z Szymonem, korzystając z doświadczenia I pętli, postanowiliśmy zabrać ze sobą 4 miękkie sliki rajdowe Michelin Pilot Sport R11, które dobrze spisują się na nawierzchni przesychającej i lekko wilgotnej, oraz 2 średnie sliki Michelin Pilot Sport R21, które są idealnym wyborem na suchą nawierzchnię.

OS7 Suszec był w całości suchy, więc wykorzystaliśmy doświadczenie z pierwszej pętli, jadąc na 2 × R21 i 2 × R11, natomiast nie było to idealne rozwiązanie. Następnie pojechaliśmy na OS8 Kiczyce. I tam właśnie rozpoczęła się prawdziwa ruletka oponiarska. Gdy dojeżdżaliśmy do odcinka, pojawiła się lekka mżawka, która nie sugerowała, że odcinek będzie mokry. Byliśmy w kontakcie z naszymi kibicami na odcinku, którzy to raportowali nam przeróżne komunikaty. Na starcie delikatnie padało, w środku odcinka padało, ale nie robiło się mokro, a na mecie w ogóle nie było deszczu. W ostatnim momencie z Szymonem podjęliśmy decyzję, że jedziemy na 4 miękkich oponach. Stwierdziłem, że wolę je przegrzać, niż być zmuszonym jechać w deszczu na średnich slikach. I to była dobra decyzja. Kiedy staliśmy na starcie, padał bardzo duży deszcz, wycieraczki chodziły na maksa i było niesamowicie ślisko. Warunki nie były już idealne pod miękkiego slika, a bardziej pod oponę deszczową, choć, jak się okazało, w środkowej części odcinka zaczynało być tylko wilgotno, a w końcówce było sucho. Zrobiło się nam małe Monte Carlo 😊

Już w trzecim zakręcie tego odcinka popełniłem błąd na hamowaniu i musieliśmy cofać. Potem było niesamowicie ślisko i byłem przekonany, że właśnie na tym odcinku przegramy rajd, notując dużą stratę. Jak się okazało, Tomek z Damianem mieli przygodę dokładnie w tym samym zakręcie, w którym my cofaliśmy. Dojechaliśmy 10 sekund przed Tigerami. To po raz kolejny pokazało mi, że rajdy są niesamowicie przewrotne i trzeba walczyć cały czas, do samego końca.

Na kolejnym odcinku nie złapałem odpowiedniego rytmu i Tomek z Damianem zbliżyli się do nas aż o 8,3 sekundy. Skupiliśmy się jednak na dwóch ostatnich odcinkach, wygrywając OS11 Warszowice, a także dodatkowo punktowany Power Stage z dość dużą przewagą.

W ten sposób ten przewrotny i trudny pogodowo Rajd Śląska wygraliśmy w klasyfikacji generalnej, co miało decydujący wpływ w walce o tytuł Mistrzów Polski. Tym wynikiem wraz z Szymonem i całym zespołem  ŠKODA Polska Motorsport zostaliśmy Mistrzami Polski w klasyfikacji generalnej, a ja – najmłodszym Mistrzem Polski w historii całego cyklu, mając 23 lata. Historię związaną z naszym tytułem chciałbym przedstawić Wam już niebawem w osobnym wpisie.

To był dla nas wyjątkowy rajd, cieszę się, że na Śląsku zadebiutowałem, zdobyłem pierwszy tytuł Mistrza Polski OPEN N 2017, a w tej chwili tytuł w klasyfikacji generalnej.

Pozdrawiam Was serdecznie i jak zawsze dziękuję za nieocenione wsparcie i wiarę! Niezmiennie – jesteście najlepsi!

MikoMarczyk

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl 

Ta strona używa plików cookie

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych w oparciu o prawa użytkownika można znajduje się w polityce prywatności opisującej wykorzystanie plików cookie i innych technologii internetowych. Poniżej można również wyrazić zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów statystycznych i analizy zachowań użytkownika.