Wyczekiwana pierwsza runda RSMP już za nami. Rajd Świdnicki-Krause dobiegł końca, a humory dopisują.

Nie ukrywam, że przed rajdem miałem delikatny stres, ponieważ debiutowaliśmy nie tylko w nowym samochodzie, ale i nowym zespole. Obecna formuła rajdów sprawdziła się: gratulacje dla organizatorów! Osiemnaście aut z napędem na cztery koła zgłoszonych do startu, piękna pogoda oraz legendarne odcinki – to wszystko stworzyło wspaniałą atmosferę. Widok tylu kibiców w niektórych miejscach przypominał mi relacje z rajdów z poprzednich lat. To wspaniałe uczucie.


Rajd rozpoczęliśmy z dobrym samopoczuciem i sprawnie wykonanym planem trzech przejazdów odcinka testowego. Był on dokładnie taki sam jak w zeszłym roku, więc dobrze się na nim czułem. Znajomość zeszłorocznego odcinka to duża wiedza, która pozwala na szybszą jazdę. Sprawnie pokonaliśmy trasę, sprawdzając różne ustawienia i ostatecznie kończąc z czasem 1:50:2, który dał nam 1. miejsce na odcinku – to zagwarantowało dobry nastrój przed rajdem.

Wieczorny odcinek, czyli miejski prolog – tym razem nie taki krótki: 6,65 kilometra. Zapętlony, z partią szutrową, wygrodzeniami, szykanami, rondami, kostką, parkingiem – dobry test sprawności przed sezonem. Muszę przyznać, że choć bardzo lubię odcinki miejskie i uważam je za tak samo ważne jak każde inne, to tym razem nie stanąłem na wysokości zadania. Delikatne błędy w set-upie auta, a do tego technika jazdy, która nie pozwalała na właściwe opanowanie rajdówki, dały niepewny przejazd. Ostatecznie zakończyliśmy odcinek i tym samym dzień ze stratą 2,9 sekundy do Kuby Brzezińskiego.

Niedzielę zaczęliśmy zgodnie z naszym planem. Jako, że poza krótkimi fragmentami odcinka Walim-Zagórze wszystkie oesy były dla mnie nowe, to na pierwszej pętli postanowiliśmy poznać trasę. Sprawdzaliśmy przyczepność asfaltu, podchwytliwe miejsca, nasz opis i staraliśmy się osiągnąć pewność jazdy. W ten sposób OS2, OS3 i OS4 kończyliśmy odpowiednio na czwartym, drugim i czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej. Tym samym naszą „badawczą” pętlę zakończyliśmy na czwartej pozycji w klasyfikacji generalnej ze stratą 7,5 sekundy do podium i 17,5 sekundy do 1 miejsca.

Podczas serwisu przeanalizowaliśmy sobie nasze pierwsze przejazdy i zgodnie z analizą wybraliśmy miejsca, w których należy pojechać sprawniej. Druga pętla to zdecydowanie lepszy rytm jazdy, a co za tym idzie – większa przyjemność. Drugi przejazd sprinterskiego odcinka Witoszów ukończyliśmy na drugim miejscu, 0,9 sekundy do zwycięzcy Grześka Grzyba. Następnie oes Walim-Zagórze, również na drugim miejscu, 0,8 sekundy za Kubą Brzezińskim. Na zakończenie pętli ponownie drugie miejsce w klasyfikacji generalnej i legendarne Kamionki już ze sporą stratą 8,2 sekundy za Grześkiem i Robertem.


Na koniec dnia pozostał nam Power Stage, czyli dodatkowo punktowany oes na zakończenie rywalizacji. Sytuacja była o tyle ciekawa, że Zbyszek Gabryś z Arturem Natkańcem byli 0,7 sekundy za nami w walce o podium. Szczerze mówiąc, niespecjalnie o tym myślałem, doskonale wiedząc, że jedyne, co możemy zrobić, to dobrze pojechać ten odcinek. Tym bardziej było to dla mnie ważne, że Patelnie Walimskie oraz Michałkowa bardzo przypadły nam do gustu. To oes, na którym ważna jest precyzja ruchów i dobre samopoczucie na wąskiej drodze i kostce ze zmienną nawierzchnią. Znowu ruszyliśmy z pewnym planem – wiedzieliśmy, co poprawiamy względem ostatniego przejazdu. Taki byłem przekonany i tak szukałem dynamiki, że już przy pierwszym hamowaniu popełniliśmy niewielki błąd 😉 Na całe szczęście potem było już spokojnie i rytmicznie. Power Stage zakończyliśmy z czasem 7:30:1 na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej odcinka, co dało nam 5 dodatkowych punktów.


Co więcej, udało nam się obronić przed Zbyszkiem i Arturem, tym samym kończąc rywalizację na 3 miejscu w klasyfikacji generalnej, 4,7 sekundy za Kubą i 17,7 sekundy za Grześkiem na niespełna godzinnym rajdzie.

Muszę wam przyznać, że to dla mnie ogromna radość móc rywalizować w RSMP w tak wspaniałym zespole, siedząc za kierownicą ŠKODY FABII R5. Pamiętam, jak jeszcze 2 lata temu z amatorskiego podwórka śledziłem z podziwem walkę Colina, Tomka Kasperczyka, Zbyszka Gabrysia czy Grześka Grzyba, nie myśląc nawet w najbardziej odległych marzeniach, że kiedyś również wsiądę do podobnej maszyny.

Rajdy to piękny sport – ja bardzo lubię ich złożoność. Wykonaliśmy dobrą pracę na początek sezonu.


Prezentowany materiał dotyczy samochodu rajdowego i ma charakter wyłącznie wizerunkowy. Samochód ten nie jest dostępny w sprzedaży na rynku polskim.

Ta strona używa plików cookie

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych w oparciu o prawa użytkownika można znajduje się w polityce prywatności opisującej wykorzystanie plików cookie i innych technologii internetowych. Poniżej można również wyrazić zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów statystycznych i analizy zachowań użytkownika.