Cześć,

W sobotę zakończył się 28. Rajd Rzeszowski, podwójnie punktowana, asfaltowa runda Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Zapamiętałem ten rajd z mojego zeszłorocznego debiutu jako bardzo wymagający. Śliskie trasy w połączeniu ze zmienną pogodą sprawiły mi wtedy wiele trudności. Czułem, że mam tu do wykonania dużą pracę i cieszyłem się z nadchodzącego, tegorocznego wyzwania. Chciałem się z nim zmierzyć i sprawić, żeby Rajd Rzeszowski stał się również jednym z tych, które lubię.

Ze względu na to, że rajd był zaliczany aż do czterech klasyfikacji w tym m.in. FIA ERT i FIA CEZ trasa mierzyła prawie 180km oesowych. To dużo więcej niż w pojedynczo punktowanych rundach. Wymagało to od nas dobrego przygotowania fizycznego i skupienia od startu, aż do samej mety. Pogoda w tym roku była dobra, natomiast wysoka temperatura powietrza na poziomie 30 stopni przekładała się na ponad 60 stopni w środku naszej rajdówki.

Odcinki rajdu nie były mi dobrze znane. Wśród rajdów, które odbyły się do tej pory to właśnie ten start stanowił dla mnie największą zagadkę w sezonie Mistrzostw Polski. Razem z Szymonem staraliśmy się przygotować najlepiej jak to było możliwe. Na kilka dni przed rajdem mieliśmy dwa dni testowe. Jeden z nich na czeskich odcinkach specjalnych, gdzie kiedyś przebiegała trasa Rajdu Barum. Na testach, cennych rad udzielił mi szef stajni przygotowującej nasz samochód – Roman Kresta oraz Tomasz Kostka – obaj są doskonałymi kierowcami rajdowymi.

Głównym celem testów było dostrojenie auta ale również „przestawienie się” na jazdę po asfalcie. Ostatnie dwie rundy RSMP były szutrowe, co oznaczało zupełnie odmienny styl jazdy. Testy wypadły pomyślnie, po raz kolejny udało mi się zrobić krok w technice jazdy po asfalcie. Największą zagadkę stanowiło natomiast to, jak wykorzystać szybką jazdę na testach w rajdzie. Pokonując jeden odcinek specjalny kilkukrotnie łatwo jest mi podróżować satysfakcjonującym tempem, natomiast w pierwszym rajdowym przejeździe, w szczególności na asfalcie, do tej pory nie radziłem sobie idealnie.

Rajd Rzeszowski postawił przed nami jeszcze jedno wyzwanie. Oprócz zawodników walczących w tym roku w całym cyklu RSMP, na starcie pojawił się również Grzegorz Grzyb – aktualny Mistrz Polski oraz Bryan Bouffier, kilkukrotny Mistrz Polski. Wiedziałem, że obydwaj znają trasy tego rajdu doskonale, wielokrotnie wygrywali go w przeszłości i będą chcieli pokazać się w Rzeszowie z jak najlepszej strony.  Zawsze doceniam możliwość rywalizowania z mocniejszymi od siebie i porównania mojego poziomu do najlepszych. Daje mi to ogromną wiedzę, motywację i pomaga wzbijać się na wyżyny umiejętności za kierownicą. Przed rajdem zastanawiałem się ile minut straty zanotujemy do nich na mecie rajdu więc wynik był dla mnie nie lada zaskoczeniem 🙂 Zajmując 2 miejsce w klasyfikacji generalnej rajdu 20 sekund za Grześkiem i ponad 40 sekund przed Bryanem byłem bardzo szczęśliwy.

Uważam, że wykonaliśmy wielki krok w jeździe po asfalcie jeśli chodzi o pewność jazdy, stabilność hamowań i wahania tempa na odcinkach.  Zaskakujące dla nas było to, że byliśmy bardziej konkurencyjni w pierwszych pętlach i w pierwszych przejazdach odcinków gdzie czasami jechaliśmy pierwszy raz- to bardzo dobry prognostyk na przyszłość. W Rzeszowie zacząłem jechać równiej, generując lepsze czasy i ograniczając sytuacje na limicie. Podczas całego rajdu, czyli prawie 180 kilometrach wystrzegliśmy się przygód i nie popełniliśmy żadnego większego błędu.

Niesamowite, że byliśmy w stanie nawiązać kontakt z Grześkiem i Bryanem – w szczególności na klasycznych, znanych im odcinkach. Na 9 z 11 odcinków specjalnych byliśmy na oesowym podium. Nasza taktyka zakładała szybkie, ale mniej ryzykowne tempo oraz wystrzeganie się błędów. Zadziałała w pełni.

W sobotę wygraliśmy jeden oes miejski po ulicach Rzeszowa. Jak wiecie bardzo lubię tego typu odcinki, kartingowa przeszłość pomaga mi szukać w takich miejscach cennych sekund.

Tempo, które prezentowaliśmy, duży postęp, a także końcowy wynik jest moim podziękowaniem dla wspaniałych kibiców i partnerów, od których mam wielkie wsparcie.

Mam nadzieję, że tych dużych kroków w moim rozwoju będzie jeszcze co najmniej kilka i tak jak w miniony weekend będę miał ogromną satysfakcję z tego co robię.

Relację napisałem dla Was będąc już w Zlinie, już jutro czeka mnie kolejne wyzwanie, debiut w czeskiej rundzie Mistrzostw Europy- Rajdzie Barum. Trzymajcie mocno kciuki.

 

Artykuł powstał we współpracy ze skoda-auto.pl 

Prezentowany materiał dotyczy samochodu rajdowego i ma charakter wyłącznie wizerunkowy. Samochód ten nie jest dostępny w sprzedaży na rynku polskim

 

Ta strona używa plików cookie

Więcej informacji na temat przetwarzania danych osobowych w oparciu o prawa użytkownika można znajduje się w polityce prywatności opisującej wykorzystanie plików cookie i innych technologii internetowych. Poniżej można również wyrazić zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów statystycznych i analizy zachowań użytkownika.